V Niedziela WIELKANOCNA
06 maj 2012

Z Jezusem w Kościele
Kto z nas nie oglądał filmów z Dzikiego Zachodu... Zawsze jest w nich bohater, który stawia czoła złu. W pojedynkę. W pewnym momencie zyskuje zwolenników, towarzyszy walki. Zwyciężają razem – czasem związani przyjaźnią, czasem tylko doraźną akcją w obronie sprawiedliwości. Ale razem, bo całkiem zwyczajnie nie sposób samemu walczyć o dobro.
Dziki Zachód z amerykańskich filmów? O czym ja mówię? Dziki Zachód mamy teraz w Polsce. Przydałby się jakiś super szeryf. Od czasu do czasu zjawia się ktoś pretendujący do tej roli, aliści jak dotychczas zawsze kończyło się to żałośnie. Polski „Dziki Zachód” coraz dzikszy się staje. Rozmawiałem niedawno z przedstawicielem samorządowej władzy. „Księże, mówił, niejedno można by zrobić i w powiecie, i w gminach, gdybyśmy byli razem. W pojedynkę, a nawet w kilku, niewiele albo i nic nie możemy poradzić”. – Tak, nie sposób walczyć o dobro w odosobnieniu.
Razem jest łatwiej – z wielu względów. Psychologicznie – bo człowiek nie czuje się zagubiony. Organizacyjnie – bo można się wzajemnie uzupełniać. Strategicznie – bo ciężar walki może zostać rozłożony na wielu. A jednak nawet wspólnymi siłami nie zawsze można wygrać. Bywa, że ktoś jeden stojący po stronie zła, potrafi zwyciężyć wielu. Dlaczego? Nie ma prostych odpowiedzi w życiu. Spróbujmy jednak odczytać wskazania, które dał nam Jezus.
Z Jezusem...
W czasie Ostatniej Wieczerzy, a więc w przeddzień swej śmierci, Jezus powiedział tak: Jak gałązka winorośli nie może przynosić owocu sama z siebie – o ile nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. – Zauważmy, że w tym zdaniu Jezus zawarł dwie myśli: Używając liczby mnogiej, daje do zrozumienia, że musimy być razem, w myśl Jego obietnicy mówiącej, że „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam ja jestem pośród nich” (Mt 18, 20). Potwierdza się nasze spostrzeżenie: nie sposób samotnie walczyć o dobro.
Druga myśl jest taka: nie wystarczy być razem, nie wystarczy mieć stronników czy wspólników. Potrzeba być blisko Niego. Blisko? Porównanie, jakim posłużył się Jezus, jest głębsze. Przecież On mówi o gałązce wszczepionej w pień winnego krzewu! To więcej niż bliskość. To organiczna jedność. Jedność i zależność gałązki od krzewu. Zależność we wszystkim: Kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie.
Wszczepieni – jak gałązki – w Jezusa... Jak to się dokonuje? Gałązka sama nie może zaszczepić się w pień krzewu. Musi to ktoś zrobić. To znaczy, że zjednoczenie z Jezusem jest darem. Jest to najpierw dar wiary, która jest zdolnością otwarcia się na Boga, na Jego łaskę, na Jego obecność. Dalej – jest to dar mocy sakramentalnej.
Sakramenty: siedem prostych znaków, które z woli Jezusa są nośnikami Jego obecności, Jego siły, Jego łaski. Wszystkie są ważne – ale dwa z nich grają rolę szczególną: chrzest i Eucharystia. Chrzest: w nim dokonuje się pierwsze obdarowanie i wszczepienie człowieka w życie Boga. Wiara jest siłą tego sakramentu. Mocą – sam Bóg. Znakiem – woda będąca w całej przyrodzie środowiskiem życia. Eucharystia: w niej człowiek zostaje przeniknięty Bożą obecnością i energią. Znakiem jest chleb – nie tylko symbol, ale nośnik energii potrzebnej życiu.
Św. Jan w drugim czytaniu przypomina: Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim. To znaczy, że ów dar zjednoczenia z Jezusem musi być świadomie strzeżony przez wierność Bożym przykazaniom. Nieodzowny jest przeto moralny wysiłek człowieka, by nie przekreślić Bożego daru, by nie stać się uschniętą gałązką – przed czym zresztą Jezus też ostrzega.
W Kościele
Zjednoczeni z Jezusem, strzegący udzielonego nam daru, możemy wedle Jego słów przynosić obfite owoce. Te owoce – to dobro. Trwałe, mozolnie zdobywane i pomnażane dobro.
Próbował budować dobro Szaweł – ten z pierwszego czytania. Budował je niszcząc dzieło Jezusa. Do chwili, gdy spotkał Zmartwychwstałego. Wtedy zrozumiał, że zamiast budować – rujnował. Zrozumiał i jak powiada kronikarz, gdy przybył do Jerozolimy, próbował przyłączyć się do uczniów. Bo być blisko Jezusa to być razem z tymi, którzy w Jezusa wierzą. Nie można być z Jezusem, nie będąc z Kościołem. Szaweł przybrał później imię Pawła. Ale nie to jest ważne. Istotne jest to, że dopiero gdy został przyjęty przez wspólnotę uczniów Jezusa – czyli przez Kościół, stał się Apostołem, a podejmowane przezeń wysiłki zaczęły przemieniać świat.
Tak i my – jeśli chcemy przemieniać siebie i świat, jeśli chcemy włączyć się w wielkie dzieło budowania dobra, musimy to czynić w jedności z Jezusem i w jedności z Jego ludem – czyli Kościołem. Nie warto być samotnym bohaterem z filmów o Dzikim Zachodzie. Warto – jak Szaweł zwany Pawłem – związać się z Jezusem na śmierć i życie. Warto odnaleźć swoje miejsce wśród wielkiej wspólnoty wierzących, którą jest Kościół. Ta wspólnota to nie tylko papież i biskupi. To przede wszystkim my, miliony chrześcijan – ludzi związanych z Jezusem na śmierć i życie. To my, którzyśmy zdecydowali się życie wypełniać dobrem ze względu na Jezusa i siłą jego zwycięstwa. Kościół, czyli my, potrzebujemy świętych papieży i biskupów, potrzebujemy zdecydowanych w wierze i nadziei kapłanów. Dobrze, że Kościół na przestrzeni ostatnich ponad stu lat miał wielkich papieży. Wspomnę Piusa X, Jana XXIII, Pawła VI, Jana Pawła II. Dzięki nim, dzięki zjednoczeniu z Jezusem, dzięki mocy całego Kościoła, zmienia się oblicze świata. Wydaje mi się, że wciąż nie doceniamy skali dokonanych przemian. Warto wespół z innymi, myślącymi i czującymi podobnie, podjąć dzieło Jezusa: świat czynić Bożym królestwem.